D&D Miniatures

Ostatnio oglądając nieistniejący już podcast firmy Wizards of the CoastGamer Radio Zer0 oprócz informacji (nieco przedawnionych) o czwartej edycji Dungeons & Dragons pojawiły się także informacje o Dungeons & Dragons Miniatures. Powiem szczerze, że temat mnie zaciekawił.

Kilka słów o grze

System jest dość mocno uproszczony, podobnie jak w Magic: The Gathering oparty na systemie “proste zasady, masa wyjątków”. Oczywiście wyjątki to są zdolności postaci, a nie niespójna instrukcja.

W grze operujemy na poziomie komanda (warband). Na bitwę umawiamy się tak jak jest to w Warhammerze – na ilość punktów. Najbardziej zalecana ilość jest to 200 pkt. z czego maks. 10 postaci i pojedyncza nie droższa niż 150 pkt. Co do skali tych liczb: kobold łucznik kosztuje 6 pkt. a Lamia 98 pkt. Możliwości są więc wielkie.

Co do samej rozgrywki jest ona prowadzona na planszy z siatką 1”x1”, takiej samej jaka jest używana do spotkać w klasycznym Dungeons & Dragons. Oprócz terenu itp. siatka pozwala na grę bez miarek i “kłótni o 0,01”” ™.

Dalej mamy figurki. Ich wygląd nie jest może genialny, bo przychodzą już pomalowane, ale sprawiają dobre wrażenie estetyczne. A że są już pomalowane to nie będzie to wyglądać jak Warhammer – armia szarych orków walczy z armią szarych demonów. Podstawki figurek są zwykle okrągłe i czarne. Figurki sprzedawane są w losowo dobranych paczkach – boosterach. Ci z Was, którzy grali w Magic: the Gathering wiedzą o co chodzi. Każda figurka oprócz numeru kolekcjonerskiego ma także rzadkość. Tutaj tak jak w M:tG są trzy stopnie: powszechna (common), niepowszechna (uncommon) i rzadka (rare). Do każdej figurki dołączona jest jej karta ze statystykami, tak więc nie ma problemów z szukaniem statystyk po podręcznikach. Wszystko pod ręką.

Co do samej walki, to nie różni się ona znacząco od tego co prezentuje nam system RPG. Akcje wykonuje się na zmianę itd. Z ciekawostek można wymienić losowanie inicjatywy z bonusem dla gracza o najwyższym Champion Ratingu oraz fakt, że rzuca się tylko na trafienie, a nie na obrażenia (które są wielokrotnością 5).

Pieniądze, pieniądze…

Teraz kwestia ceny. Zestaw startowy z 5 figurkami, mapami itp. kosztuje w Rebelu 49 zł. Większość boosterów zawierających po 8 figurek kosztuje teżok. 45 zł. Zestawy z jedną dużą figurką są już o 20 zł droższe.

Przydatnym dodatkiem jest też zestaw map. Wizards wydaje je w formie Fantastic Locations. Jak narazie na rynku polskim widziałem tylko dwa takie zestawy. Tutaj akurat cena jest wg. mnie bardzo rozsądna. Np. za Więzienie Piekielnego Pala zawierające 2 dwustronne mapy (czyli cztery) płacimy tylko 12 zł, a drugi zestaw – Świątynia Drowów jest niewiele droższy i kosztuje 15 zł (a zawiera tyle samo map). Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby samemu stworzyć mapę. Siatka jest kwadratowa 1”x1” i albo taką drukujemy (można wtedy ładny obrazek dać) albo można skorzystać z winylowej maty wielokrotnego użytku.

Oczywiście dla tych co lubią naprawdę duże rzeczy są też wielkie pojedynczo pakowane figurki. Np. Gargantuan Blue Dragon kosztuje 125 zł a największy Colossal Red Dragon aż 255 zł. No ale pierwszy ma podstawkę 4”x4” adrugi aż 6”x6” no i do niskich one nie należą… Jak zawsze w tego typu grach są też zestawy specjalne, np. Legend of Drizzt które to realizują wydarzenia znane z książek. Zestaw taki kosztuje 145 zł i oprócz figurek zawiera także mapy i scenariusze.

Ocena

Czy warto zainwestować w miniaturki D&D? Wg mnie warto przynajmniej spróbować. Koszt rozpoczęcia – 45 zł jest taki sam jak w wypadku talii M:tG. Co do boosterów, to żeby mieć jakąś elastyczność potrzeba tylko dwóch. Suma sumarum mamy więc 135 zł na rozpoczęcie normalnej gry przez pierwszą osobę, i zaledwie 90 zł przez kolejnych znajomych. Dodatkowym bonusem jest możliwość używania tychże figurek do grania w fabularnego D&D (co jest wręcz zalecane). Jak dla mnie więc warto przynajmniej spróbować.

No a jeśli ktoś chce spróbować bez jakichkolwiek zakupów też da radę. Na stronie Wizards dostępne są

Materiały

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.